Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografie. Pokaż wszystkie posty

Aston po Photoshopie

środa, 18 lutego 2009
Rzadko kiedy zdarza mi się mocno pracować nad zdjęciem w Photoshopie. Zresztą osobiście przyznam się, że zabija on troszkę ducha fotografii... Ale cóż, kiedyś dawno temu, gdy robiłem te zdjęcia uznałem, że taka ślicznotka zasługuje na kalendarzową otoczkę. Zrobiłem wszystko co się dało (nawet przeklejałem tło), by osiągnąć efekt zbliżony chociaż, do tego znanego wszystkim z kalendarzy z samochodami. Mam nadzieję, że się podoba...

Ford Transit

poniedziałek, 16 lutego 2009
W poprzedniej notce, wcisnąłem Bogu ducha winnemu fikcyjnemu przedsiębiorcy Forda Transita. Przyznam się szczerze - uważam, że Ford to naprawdę kiepska marka. Jedynie Focus I generacji ma u mnie dobre noty. Bardzo długo jeździłem takim w wersji kombi 1.6 i powiem szczerze, że potrafił mnie nieźle zadziwić (ciekawe swoją drogą, czy chłopak którego kilka skrzyżowań pod rząd karciłem pod światłami, przestał już kopać swojego 'stjuningowanego' Civica). Wersja hatch-3d 2.0 też była niezła, choć miałem w niej wrażenie, że w przyśpieszaniu do setki wielbłąd by nie miał problemów z wyprzedzeniem jej. Ale Transit to auto wyjątkowe. Oto moje fotografie najbardziej niesamowitych Fordów Transitów, jakie podczas kilku moich wyjazdów na Wyspy Brytyjskie udało mi się dojrzeć. Powiem szczerze, że UK to istna kopalnia tych wołów roboczych...

Transit Mk1 w opłakanym stanie (dla ścisłości dodam, że to niemiecka wersja)
Transit Mk1 w wersji brytyjskiej
Transit Mk2 w wersji Camper (okolice Cambridge)
Transit Mk3 - przyjechał z Francji i pewnie do dziś gnije na londyńskich ulicach.
Ostatnia gwiazda sprzed mojego obiektywu, czyli Ford Transit Mk4. Stan? Nie wymaga komentarza
Pozostałe generacje i wariacje Transita, znają wszyscy z naszych ulic. Ale tych kilka zdjęć, może pokaże Wam, że to naprawdę był udany Ford. I kawał dobrego, a przynajmniej ciekawego jako obiekt zdjęć samochodu.

Hepi Walentajns Dej

sobota, 14 lutego 2009
Wszystkim, którzy uznają i obchodzą w jakiś tam specjalny sposób celebracji święto Walentynek, chciałbym złożyć następujące życzenia:


Krótko mówiąc, Chief D vel Dariusz - życzy Wam stosunkowo udanych Walentynek.
A tym, którzy podobnie jak ja, uważają że do dawania kwiatów i wyrażania swojej sympatii ludziom inteligentnym nie potrzeba specjalnego i otępiającego święta, polecam posłuchać muzyki. Fat Joe - w kolejnej odsłonie.

Ostatnim słońcem muśnięty

czwartek, 12 lutego 2009
Więc tak: Nie udało mi się niestety znaleźć więcej czasu by na spokojnie przenieść ostatnie przemyślenia na internet. Tkwią gdzieś na fiszkach jako luźne zapiski, konspekty "felietonów" - sądzę, że w weekend będę miał więcej czasu i podzielę się z Wami swoimi (mniej, lub bardziej) genialnymi przemyśleniami.
Jak na razie, jako że zamknąłem już etap przygotowań do konkursu wrzucam kilka zdjęć, których ni jak nie udało mi się zmieścić do prospektu. Oczywiście w roli głównej W116 - zdjęcia z zeszłego weekendu, gdy jeszcze dało radę znaleźć miejsca bez śniegu i mieć słońce nad głową.


I powiedzcie sami, czyż kiedyś nie robili lepszych samochodów?

Ślicznotka.

czwartek, 5 lutego 2009
Nie mogłem się powstrzymać, by nie wrzucić jej zdjęć. Pięknem trzeba się dzielić...

Bardzo ubolewam, że to auto wyszło w tak krótkiej serii, postaram się w sposób dość encyklopedyczny przybliżyć je Wam.

Sam pomysł powstania Alfa Romeo Montreal wiąże się z międzynarodowymi targami EXPO A.D. 1967, rzecz jasna w powstanie tego modelu zaplątani byli światowej klasy designerzy - w tym wypadku to jedna z bardziej cenionych firm na rynku, czyli Bertone. Alfa Romeo prowadziła równolegle projekty rozwojowe wielu sportowych samochodów, więc sceptycy nie widzieli wejścia prototypu Montrealu w życie. A jednak - w 1970 roku rozpoczęła się produkcja seryjna tego auta, a jego oficjalna premiera miała miejsce w trakcie Salonu Samochodowego w Genewie.
Samochód powstawał w bardzo nietypowy sposób, następował bowiem rozdział produkcyjny, który był w tamtych czasach rzadką praktyką. Części nadwozia powstawały w zakładach Alfy w Arese, po czym trafiały one do Caselle, gdzie Bertone je składało. Bryły trafiały do znajdującego się pod Turynem Grugliasco, gdzie je lakierowano, a następnie montowano akcesoria zdobnicze i wyposażenie wnętrza. Tak skonstruowana skorupa trafiała z powrotem do Arese, gdzie wkładano w nie podzespoły mechaniczne.
Auto jak na swoje czasy było bardzo nowatorskie, na tyle, że nie spodziewano się po nim dobrych osiągów, czy właściwości jezdnych. Obawiano się, że pojazd będzie kolejnym fatalnym popisem mistrzów deski kreślarskiej. Jednakże auto zachowywało się nadzwyczajnie dobrze - silnik gwarantował przyzwoite osiągi, a nadsterowność tak cechująca ten tylnonapędowy samochód, była cechą wszystkich ówczesnych supersamochodów, gdyz w takiej kategorii należy rozpatrywać ten sportowy samochód. Od 1970, aż do 1977 roku mury fabryki w Arese opuściło 3 925 egzemplarzy tego samochodu, który swoim urokiem urzekał wielu ówczesnych możnych świata mediów i filmu.

Pamiętałem.

środa, 4 lutego 2009
Rocznica, która wyciągnęła mnie z domu i wsadziła za kółko samochodu mobilizując mnie do przejazdu na Górny Śląsk, przeszła bez większego echa. Oczy narodu zwrócone były na Obamę, Schetynę, ścieżki awansu w wojsku, a także na sianiu paniki podwyżkami prądu, o których wiadomo było od bez mała 3 lat. 27 stycznia wsiadłem w samochód i pojechałem do Brzezinki - w 64 rocznicę uwolnienia obozów Auschwitz przez ukraińską armię. Potrzebowałem tego. Po prostu potrzebowałem, mimo że byłem już raz na terenie obozów Auschwitz, z szkolną wycieczką, to przejście tamtędy w śniegu było dla mnie niesamowicie intensywnym przeżyciem. Dzisiaj mając wolną chwilę wybrałem trzy zdjęcia i chwilę w nich pogrzebawszy postanowiłem się nimi podzielić. Choć przyznam szczerze, że tak mocne doświadczenie każdy człowiek winien przejść sam.

Pogięło mnie

wtorek, 3 lutego 2009

Paweł Trela na wprost...
Siwy nie bierze na gapę...
Jak zwykle... Nie ma dymu bez 'Ognia'
Niektórzy przychodzą tylko dla nich... Są nawet Ci, którzy tylko dla nich jeżdżą
Członek Team TOYO - upala na oponach Kumho.
Kornel Prus - najładniejsze auto, ale niekoniecznie on jest sympatyczny.

5 faktów o ekologii...

Podsumowanie nie jest dostępne. Kliknij tutaj, by wyświetlić tego posta.

Wehikuł...

Mocno wkręciłem się dzisiaj w słuchanie tego kawałka... Wiem, jest stary. Wiem, jest niepoprawny. Ale... Uwielbiam ten kawałek. Świetnie się przy nim prowadzi samochód (rzecz jasna podśpiewując pod nosem), a w dodatku mam z Jackiem identyczny gust jeśli chodzi o okulary. Klasyczne Ray Bahn a la Top Gun, albo policmajsterki amerykańskie...

Ale nie tylko kawałkiem chciałem się podzielić. Dojrzałem, by wyeksponować moją ślicznotkę... E28 :).